RSS
środa, 16 sierpnia 2006
Jeep poszedł won, po tym jak mnie wkurzył i musiałem być holowany 100 km do domu. I jeszcze wymiana alternatora który został zjedzony przez mazurkie błoto w czasie wypadu na imprezę. W zasadzie to nie błoto tylko gnojówkę co była na drodze, którą trasa rajdu prowadziła...
14:59, robal_pl
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 lipca 2005
Dzień przedwczorajszy.
Przedwczoraj pojechałem sobie do warsztatu na szukanie dziury w całym czyli sprawdzenie co mi tak stuka i szumi w aucie.

Urlop mi się zaczął to mogłem sobie na takie jeżdżenie pozwolić. Rodzina bezpiecznie wywieziona do teściowej 200 km dalej, ja sam w domu, urlop, dużo wolnego czasu, akurat aby podłubać przy samochodzie. :-DDD

No i wylazło. Gumy górnych wachaczy z przodu do wymiany w zasadzie już, dolnych wachaczy w zasadzie trochę później bo tylko spróchniały ale jeszcze nie rozwulkanizowały się tak jak górne...

Krzyżak w prawej przedniej półosi też do wymiany, bo ma luzy.

W zasadzie to i jedno i drugie nie jest kosztowne ani wymiana nie będzie droga ale razem mocno krzyżują mi plany. A planuję kupić sobie w końcu nowe opony, bo stare to już nie bardzo się nadają w teren. Ani na zimę. Co prawda do zimy jeszcze kawałek ale zaplanować wydatek było miło. Tyle że nic z tego. Bo pieniążki zamiast na rozwój to na remont idą...

Z tego wszystkiego to pojechałem do hurtowni części do Jeepów i kupiłem mnóstwo potrzebnych rzeczy. Nowe świece, kable wysokiego napięcia, podstawkę na kubki, czujnik ciśnienia oleju, bo mi wskaźnik nie działał...

Po drodze przyuważyłem gumiarza, który się nudził i kazałem sobie wymienić zaworki w kołach, bo mi powietrze schodziło. I wyważyć koła. Wcześniej mi się nie chciało tego robić, bo skoro miałem zakładać nowe opony to po co robić to dwa razy ? Ale skoro nowych opon nie bedzie to niech chociaż te będą dobrze wyważone. Tu ciekawostka - nie wiedziałem, że do alufelg ciężarki przykleja się.

Acha. Podstawki pod kubki na razie nie założę, bo zakłada się ją przy podłokietniku, okrakiem nad dźwignią ręcznego, ale u mnie ta dźwignia za wysoko podchodzi i muszę ręczny wyregulować aby nie podchodziła tak wysoko i nie zahaczała o podstawkę na kubki, która jest bardzo ważna.
Chyba że nie będę ręcznego używał :-))))
Ale regulacja później, bo akurat teraz nie mam ochoty na czołganie się pod samochodem...

22:31, robal_pl
Link Dodaj komentarz »
Dzień wczorajszy
Dzień wczorajszy upłynął pod znakiem elektryczności. Mianowicie postanowiłem wypruć założoną przez poprzednich właścicieli instalację elektryczną do dodatkowych reflektorów.
To akurat byłą ta przyjemna część, bo prucie i niszczenie czegokolwiek zawsze daje satysfakcję.

Jak ten ktoś to zrobił... Włos się dęba jeży i sam wypada... Żadnych bezpieczników. A te tak zwane szybkozłączki znakomicie niszczą kable. I po co on się wpinał w kable od reflektorów ??? Tylko nadwerężył całą instalację... Na szczęście udało mi się pozbyć tych wszystkich dodatkowych kabli. Teraz mam miejsce na to aby pociągnąć własną instalację :-))))
Część wyprutych kabli może nawet użyję powtórnie ? Hmmm.. czy gruuube kable głośnikowe nadadzą się do reflektorów ? Eeee... i tak będą za krótkie...
A reflektory to pewnie mi niedługo odpadną od tego ciągłego odkręcania i przykręcania. Bo zapomniałem dodać, że aby wymienić żarówkę i w ogóle dostać się do przewodów należy reflektory te wyjąć. Poroniony pomysł... Osiem wkrętów na reflektor, z czego cztery mocują kawałki karoserii, które też trzeba odkręcić aby dostać siedo śrub mocujących reflektor.

Kurczę, powinienem sobie po tej całej operacji ustawić światła, bo pewnie świecą jak chcą a nie jak powinny.. Ale co tam ... nie chce mi się... Znaczy kiedyśto zrobię... Na razie jeżdżę tylko w dzień... A w nocy ? A co mi tam, Abo to ja jeden będę  miał źle ustawione światła ? Pełno takich jest - po prostu zginę w tłumie.

Jeszcze tylko zrobić coś z klaksonem, bo raz działa a raz nie działa. A przydatny jest, oj jest...
A jak chciałem go sprawdzać to akurat działał i się mocno zdziwiłem... I nie sprawdzałem ...

22:18, robal_pl
Link Dodaj komentarz »
Wymiana uszczelki
Dzisiaj zrobiłem pierwszą poważną sprawę z silnikiem - wymieniłem uszczelkę pod pokrywą zaworów bo ciekło spod tej pokrywy niemiłosiernie...

Oczywiście dostęp do śrub był mocno utrudniony. Jakiś pokręcony inżynier wymyślił aby jedną śrubę dać tuż przy przgrodzie i za cholerę nie ma do nie jak się zbliżyć z kluczem. Szczęśliwie (albo i nie...) ta śruba nie była w ogóle dokręcona ... Nic dziwnego, że ciekło... Pewnie niemiaszkom nie chciało się jej przykręcać bo była ciężko dostępna.

Uszczelka to też nie była w zasadzie uszczelka tylko resztki jakiegoś silikonu chyba. Białe gumowate coś, które musiałem zeskrobać...

Po zdjęciu pokrywy ukazał się makabryczny widok. Cała pokrywa była pod spodem oblepiona jakimś syfem. Asfalt się z oleju zrobił czy co ? No nic.. Trzeba było to świństwo zeskrobać.

Na tym skrobaniu zeszło mi najwięcej czasu z tej całej wymiany uszczelki.

Potem nowa uszczelka korkowa, trochę silikonu dla smaku i przykręcamy...

Znowy ta piekielna śruba na samym końcu... #$%@&!^@!(*! śruba !

Ale pożyczonym kluczem udało się ją przykręcić. Uff...

Z tymi uszczelkami korkowymi to jest zabawnie - one są miękkie.

Po pierwsze przy przykręcaniu pokrywy trzeba uważać aby jej nie pogiąć.

Po drugie po dokręceniu kolejnej śruby okazuje się, że uszczelka trochę siadła i śruba dokręcana poprzednio zrobią się luźna. Dokręcamy ją znowu i teraz następna jest luźna... I tak do usr.nej śmierci... to jest do bólu ręki z kluczem...

Acha, byłbym zapomniał, że tej &#@!(^@%&^ pokrywy nie da się zdjąć bez zdejmowania węży z pompy wody chłodzącej... Nie wpadłem na to oczywiście i nie miałem ze sobą wiaderka na spuszczoną wodę. Nic to, trochę pociekło pod samochód, trochę do miski olejowej, bo pokrywa była już odkręcona. Da się żyć. A kałuża i tak nie u mnie zostanie.

Po złożeniu paskudztwa dolałem wody destylowanej, zapłaciłem za uszczelkę, podziękowałem za gościnę i do domu.

I co ? Nie działa wskaźnik temperatury... O żesz ty w mordę... Jak nie działa wskaźnik to i pewnie wentylator elektryczny nie zadziała i auto mi się zagotuje, tym bardziej, że z godziny 12, o której zacząłem, zrobiła się 17 czyli pora popołudniowych korków... Nic to - pomalutku, pomalutku i do domu.

W domu - szybko do Internetu, sprawdzić co na przetłumaczonej automatycznie z Rosyjskiego na Angielski jedynej słusznej stronie o Jeepach piszą o czujnikach temperatury. Acha. Są dwa - jeden do wskaźnika na desce a drugi do obsługi komputera silnika i, w domyśle, wentylatora .

Szybko do samochodu - faktycznie jakiś kabelek przy samej pokrywie dynda luźno. Zakładamy, sprawdzamy - DZIAŁA !! Ufff...!

Ok, auto na parking, samemu do domu - opić się do pełna, bo oczywiście zapomniałem ze sobą zabrać jakieś picie i cały dzień smażyłem się na słoneczku o suchym pysku, zrobić sobie górę frytek, bo śniadanie było jakoś tak dawno temu, kąpiel i koniec kolejnego udanego dnia urlopu...


21:53, robal_pl
Link Dodaj komentarz »